Jak klasyfikuje się komputery?
Przyjęta tutaj klasyfikacja uwzględnia zastosowania i budowę komputerów:
¦ superkomputery
¦ stacje robocze
¦ serwery
¦ komputery osobiste
¦ komputery przenośne
¦ komputery przemysłowe.
Jak klasyfikuje się komputery?
Przyjęta tutaj klasyfikacja uwzględnia zastosowania i budowę komputerów:
¦ superkomputery
¦ stacje robocze
¦ serwery
¦ komputery osobiste
¦ komputery przenośne
¦ komputery przemysłowe.
Co znaczy określenie „generacja komputerów”?
Wszyscy rozumiemy termin „generacja pokoleniowa”, szczególnie w kontekście starsi a młodzież. Termin generacja komputerów należy rozumieć analogicznie.
Generacje są wyznaczane przez dominujący w danym czasie typ technologii układów elektronicznych używanych do budowy komputerów. Technologia jest kryterium podstawowym, jednak poszczególne generacje charakteryzuje się za pomocą wybranych parametrów funkcjonalnych, których poziom wynika bezpośrednio z możliwości stwarzanych przez nową technologię.
Superkomputery służą do wykonywania złożonych obliczeń matematycznych. Są bardziej złożone od serwerów. Mają bardzo wiele procesorów pracujących równolegle, kilka GB pamięci RAM i kilkadziesiąt GB pamięci dyskowych.
Stacje robocze to bardzo zubożone wersje komputerów, przeznaczone do współpracy z wydajniejszymi serwerami. Stacja taka korzysta z zasobów systemowych i możliwości obliczeniowych serwera, sama zaś pozostaje tylko pośrednikiem między użytkownikiem a systemem dużego komputera. Dzięki temu możliwości dużego komputera mogą być wykorzystywane przez wielu użytkowników pracujących na stacjach roboczych.
Serwery mogą mieć więcej procesorów, większe pojemności pamięci operacyjnej, większą liczbę dysków twardych lub macierze dyskowe, podtrzymanie napięcia zasilającego.
Komputery osobiste są używane zarówno do pracy, jak i do zabawy. Do tej grupy zaliczyć można komputery wielu producentów. Są one zróżnicowane pod względem budowy i wydajności. Jeszcze parę lat temu były to komputery rodzin takich jak: IBM PC, Apple, Atari serii ST i Amiga firmy Commodore. Obecnie pozostały na rynku komputery klasy IBM PC.
Do klasy komputerów przenośnych zaliczamy notebooki, palmtopy, notatniki kieszonkowe, słowniki elektroniczne. Komputery te charakteryzuje ich mobilność, mniejszy pobór mocy, ale też i mniejsza wydajność.
Komputery przemysłowe są to różnego rodzaju sterowniki. Mają one zastosowanie zarówno w domu, jak i w przemyśle. W domu spotyka się je np. w sprzęcie audio-video, w telefonach, w sprzęcie AGD, w przemyśle zaś jako sterowniki procesów technologicznych.
Co to jest komputer wirtualny?
Termin „virtual” w informatyce zrobił karierę. Według słownika [41] wirtualny (średniowieczno-łaciński virtualis=skuteczny, z łaciny virtus=moc, cnota) to ‘mogący zaistnieć, (teoretycznie) możliwy’.
To, jak człowiek widzi komputer, zależy od tego, jak bardzo zagłębia się w jego strukturę. W taki sposób komputer tworzy pewien model warstwowy. Do jednej warstwy ma dostęp projektant procesora, do innej – programista piszący program zwany systemem operacyjnym (patrz pyt. 9.27), a jeszcze do innej osoba korzystająca z aplikacji (programu użytkowego).
Użytkownik korzystający z warstwy wyższej nie interesuje się działaniem warstw niższych. Na przykład programista, używający języka wysokiego poziomu, nie interesuje się bezpośrednim działaniem sprzętu ani systemu operacyjnego.
Potem zdenerwowała go Iffat-bibi. A teraz wyładowywał swoją złość na Kamali. Poza tym ten Umeś naprawdę kajał się teraz z żalu i smutku. Sprawiał wrażenie tak bezbronnego, Sartadź nigdy wcześniej nie widział, żeby tak się zachowywał. Policjant pokręcił głową i wziął filiżankę z rąk Hariśa.
Sartadź wypił łyczek. Napój był w smaku bogaty i wyrazisty, tak jak jego zagraniczna nazwa. Inspektor rozejrzał się po barze, po pretensjonalnych, pomalowanych na pastelowe kolory ścianach i po obrazach europejskich ulic. Hariś obsługiwał grupkę osiemnastolatków przy barze. Wszystkie stoliki od frontu okupowali studenci, olśniewający w swoich ciężkich buciorach i ze starannie zmierzwionymi włosami. Za moich czasów w college’u nie było takich miejsc, pomyślał Sartadź. Megha i on tulili się do siebie w irańskich restauracjach, popijając zwietrzałą herbatę i znosząc spojrzenia łysiejących biznesmenów.
Światła zmieniły się i ciężarówki obudziły się do życia z potężnym rykiem klaksonów i silników. Sartadź jechał za ostatnią, tą poetyczną, rozmyślając nad kłopotami poetów i łamiących prawo spryciarzy. Można było skrupulatnie opracować najbardziej elegancką zbrodnię i ukryć ją za całą siecią telefonów komórkowych, ale problem polegał na tym, że robotę wykonują kretyni. Trudno znaleźć dobrego pomagiera. Zawsze zdarzy się ktoś, kto nie wykona najprostszych instrukcji i popełni błąd, a nawet wiele błędów. Z pozoru wykrywanie przestępstw mogło świadczyć o mądrości detektywów, ale często rozwiązanie pojawiało się w postaci prezentu od głupców. Sartadź przypomniał sobie teraz, jak Papa-dźi rozwodził się na temat ogólnego upadku klasy przestępców, objaśniając swoją teorię, że obecni bandyci mają do pokazania tylko mięśnie, pozbawione jakiejkolwiek subtelności, i że używanie kałasznikowów zamiast lśniącego ostrza rampuri prowadzi do tego, że przestępca staje się drobnym łajdakiem i małym człowiekiem.
Jeszcze tego samego wieczoru udali się pod ten rzeczywisty adres. Musieli długo jechać, przez korki w godzinach szczytu, aż do Bhandup. Kamble siedział za Sartadźem, który czuł na plecach jego ciężar i zniecierpliwienie. Co chwilę Kamble wskazywał mu wolne miejsce między stłoczonymi pojazdami i krzyczał, żeby przyspieszyć. Sartadź jechał swoim zwykłym, równym tempem, nie korzystając ze skrótów, które tylko wydłużyłyby drogę. Kiedy zatrzymali się za długim sznurem stojących na skrzyżowaniu wspaniale pomalowanych ciężarówek, Sartadź musiał odwrócić twarz od rozgrzanej fali cuchnących spalin. Nad drogą wisiała pomarańczowa banieczka latarni, a nad nią przytłaczająca czerń nieba. Po prawej, między poruszającymi się samochodami i ponad nimi, Sartadź widział rozciągające się nisko światła, gęste punkciki biegnące na wschód Ina północ. Za tymi światłami, ledwo widoczne, wznosiły się wzgórza. Tutaj widać było, jak miasto się rozszerza, jak wgryza się w glebę i przedziera przez ziemię. Być może na tych wzgórzach wciąż jeszcze były jakieś plemiona, trzymające się pazurami małych skrawków ziemi i pielęgnujące dziwaczne zwyczaje. Ale ciężarówki zwiozą tu cement, maszyny i pieniądze, i wraz z nimi długie dokumenty prawne, a członkowie plemion złożą podpisy i sprzedadzą ziemię albo zostaną wysiedleni. Tak to wszystko funkcjonowało.